poniedziałek, 13 maja 2013

2. Refleksje starego Gimbusa



Stary Gimbus to ja, jak i wszyscy wy. Jest to jednocześnie najpiękniejszy okres w moim życiu, jak i najgorszy. Najgorszy, bo muszę na gwałt szukać sobie dobrej szkoły i w tym momencie mam ostry majndfak (tak, fonetycznie!)
Jedni mówią, żebym szła do liceum bo to, bo tamto, drudzy żeby do technikum no bo przecież będę mogła napisać maturę i od razy będę miała jakiś tam zawód.
Co ja o tym myślę? Ano to, że chciałabym iść do liceum, na profil humanistyczny z językiem hiszpańskim, gdyż w przyszłości planuję studiować filologię hiszpańską (oczywiście tylko wtedy, jeżeli nie dostanę się do łódzkiej szkoły telewizyjnej). Chcieć to ja oczywiście mogę, ale problem w tym, że nie wiadomo, czy mnie w ogóle przyjmą. Egzaminy poszły mi niby dobrze, ale i tak pewnie okaże się, że gorzej być nie mogło, między innymi przez moją boską matematykę oraz chemię i fizykę.
Nie będę wam truła.
Wy też macie taki problem zapewne i wszyscy siedzimy w tym gównie razem. Masakra jakaś.

wtorek, 30 kwietnia 2013

1. Powitanie + recenzja '' Cristiada ''



Pierwsze posty zawsze są trudne, no nigdy nie wiadomo do czego zacząć, no i właśnie ja mam taki problem. Nigdy nie wiem od czego zacząć, ale myślę, że podołam.
Byłam dzisiaj w kinie, na filmie, który od samego początku podbudził moje emocje. Na początku byłam nieco sceptycznie nastawiona, bo nie lubię filmów wojennych, i o tematyce politycznej. Tutaj szczere ukłony dla Deana Wrighta, za tak dobrze oddany obraz no i oczywiście, do przekonania mnie, i na pewno nie tylko mnie, do filmów o takiej tematyce.
A chodzi o: 


Tytuł: Cristiada
Gatunek: Dramat historyczny
Produkcja: Meksyk
Reżyseria: Dean Wright
Scenariusz: Michael Love

Opis: Historia bazująca na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w Meksyku, w latach dwudziestych XX w. Kierowany przez prezydenta Plutarco Eliasa Callesa (Rubén Blades) rząd dąży do uniezależnienia państwa od wpływów kościoła i religii. Przeciwko restrykcyjnemu, antykatolickiemu prawu oraz krwawym rządom występują chrystusowcy. Ta czteroletnia wojna, zwana La Cristiada, pochłania wiele tysięcy ofiar. Film jest przedstawiony z punktu widzenia dowodzącego powstańczą armią generała Enrique Gorostieta (Andy Garcia), weterana wynajętego przez Narodową Ligę na rzecz Obrony Wolności Religijnej do walki z reżimem.

Dzięki muzyce Jamesa Hornera emocje bijące z ekranu czuło się podwójnie, takie jest moje odczucie. Płakałam od momentu, kiedy to zamordowano ojca Chrisophera, którego to perfekcyjnie zagrał Peter O’Toole.
Moje nastawienie do religii, które dotychczas było nijakie nabiera chyba jakiegoś sensu i konkretnych kształtów. Meksykanie są narodem, który jest naprawdę bardzo religijny, a oglądając ich historię związaną z religią chrześcijańską można być pełnym podziwu.
Nie mogę nadziwić się co do odwagi i dużego bohaterstwa Jose, który to w tak młodym wieku poświęcił się całkowicie Bogu. Płakałam jak bóbr gdy umierał i z głębi serca przyznał, że kocha Boga.
Polecam film tym, którzy nie są pewni swoich uczuć co do wiary.
Ocena:
9/10
Jeden punkt odejmuję za banalny koniec. 

źródło: filmweb.pl